Bryan Caplan – A może by tak kupić sobie koniec wojny?

Ukraina oferuje amnestię oraz 5 milionów rubli każdemu żołnierzowi, który zdezerteruje z rosyjskiej armii i zgodzi się na osadzenie w ukraińskim więzieniu. Kwota ta odpowiada mniej więcej 48 tysiącom dolarów i stanowi ekwiwalent kilku lat zarobków młodego pracownika w Rosji.

Na pierwszy rzut oka wygląda to na świetny deal, jednak po zastanowieniu jest wręcz odwrotnie. Postawmy się na miejscu rosyjskiego żołnierza. Najpierw trzeba niepostrzeżenie wymknąć się rosyjskiej armii, wiedząc, że za próbę dezercji można zostać rozstrzelanym. Następnie musi się nam udać umiejętnie się poddać, by nie zostać przy tym zabitym przez Ukraińców. Jeśli nam się powiedzie, trafimy do więzienia, lecz nawet wówczas musimy się liczyć z ryzykiem, że skończymy po prostu w obozie dla jeńców wojennych, pełnym pojmanych żołnierzy lojalnych wobec Rosji i gotowych zamordować nas, gdy tylko obozowy strażnik odwróci wzrok. Jakby tego było mało, gdziekolwiek by nas nie przetrzymywano, nasz los zależy od wyniku wojny.

Scenariusz numer 1: Ukraiński rząd odpiera inwazję. Prawdopodobnie zostaniemy uwolnieni, ale czy na pewno otrzymamy obiecaną zapłatę? A co jeśli traktat pokojowy zakładać będzie repatriację z powrotem do Rosji, tak jak niesławna Operacja Keelhaul?

Scenariusz numer 2: Rosja zwycięża. Za dezercję najpewniej czeka nas rozstrzelanie.

Niemniej i tak podziwiam kreatywność ukraińskiej oferty. Zachęcanie do dezercji powinno być standardowym elementem strategii wojennej. W rzeczywistości jednak podobne propozycje padają bardzo rzadko. Tak czy inaczej pozwolę sobie przedstawić Wersję 2.0, która dawałaby większe szanse realizacji celu z oryginalnej oferty.

Wersja 2.0: Unia Europejska we współpracy z Ukrainą oferuje 100 tysięcy dolarów oraz obywatelstwo UE wszystkim rosyjskim dezerterom. Rosjanie mogą udać się bezpośrednio do któregoś z krajów członkowskich lub poddać się siłom ukraińskim z gwarancją rychłego przetransportowania za granicę UE.

Kluczowa korzyść: dezerterzy nie muszą już liczyć na to, że Ukraina wygra tę wojnę. Jeśli tylko zdołają uciec ze strefy kontrolowanej przez Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej – przeżyją. To zdecydowanie lepszy zakład.

Korzyści dodatkowe: zamiast tkwić w ukraińskim więzieniu lub obozie dla jeńców wojennych, dezerterzy od razu mogą cieszyć się wolnością w wybranym kraju Unii. Ponadto, gdyby to UE miała być płatnikiem gratyfikacji, istnieje znacznie większa szansa, że zostałaby ona wypłacona szybko i zgodnie z umową.

Jak dużym obciążeniem dla unijnego budżetu byłby taki zabieg? Ledwie odczuwalnym. Nawet zakładając nieprawdopodobne – że wszyscy (to jest około 200 tysięcy) zaangażowani w konflikt rosyjscy żołnierze zgodzą się na taką propozycję – wypłacenie każdemu z nich 100 tysięcy dolarów sumuje się na łączny koszt wynoszący 20 miliardów dolarów. To mniej niż jedna piąta kwoty, jaką Niemcy zamierzają przeznaczyć na obronność tylko w roku 2022. Zachęcanie do dezercji nawet i milionem dolarów wcale nie byłoby głupie. Można by nawet sporządzić klasyczną ofertę wielowarstwową, gdzie dajmy na to pierwsze 10 tysięcy dezerterów otrzyma po milionie dolarów, by wynagrodzić im wyższe ryzyko dezercji na wczesnym etapie, po czym kolejne grupy będą mogły liczyć na mniejsze nagrody z racji względnie bezpieczniejszej przeprawy.

Skoro wypłacanie dezerterom sowitych sum to taki wspaniały pomysł, dlaczego mało który kraj faktycznie to robi? Podejrzewam, że wiele rządów postrzega tę taktykę jako analogiczną do użycia gazu trującego: to wyjątkowo podły rodzaj broni, a dodatkowo jeśli my wykorzystamy ją przeciwko nim, oni wykorzystają ją przeciwko nam. Być może rzeczywiście tak jest, gdy walczą ze sobą dwie brutalne dyktatury. Ale jeśli wojna toczy się pomiędzy krajem, DO którego ludzie zazwyczaj uciekają, oraz krajem, Z którego ludzie zazwyczaj uciekają, analogia gazu trującego traci sens. Kraje upiorne są bardzo podatne na płatną dezercję, podczas gdy krajom przyjemnym ona praktycznie nie grozi. Jak wysoką nagrodę Rosjanie musieliby zaproponować Niemcom, by ci zgodzili się uciec do Rosji? Nein, danke!

Różnice w wiarygodności dodatkowo zwiększają tę asymetrię: tylko głupiec zaufałby Rosjanom, że wypłacą pieniądze zgodnie z obietnicą, tymczasem dysponując deklaracją ze strony Unii Europejskiej dezerter miałby pieniądze prawie jak w banku. 

Innym powodem powściągliwości na tym polu jest powszechny ekonomiczny analfabetyzm w pojmowaniu skutków imigracji. Żołnierze to potencjalnie zdrowi pracownicy w sile wieku, którzy z pewnością potrafiliby zapewnić sobie utrzymanie na obczyźnie. A jednak wielu ludzi w krajach docelowych na widok przybywających migrantów pomyśli: „Dlaczego musimy teraz utrzymywać zgraję rosyjskich dezerterów przez resztę ich życia?”. Odpowiedź na to pytanie brzmi: „Nie musicie”. Gdy skończą im się pieniądze otrzymane za dezercje (lub nawet wcześniej), niech znajdą sobie pracę i sami się utrzymują.

Aktualizacja: Ilya Somin, dla którego język rosyjski jest językiem ojczystym, poinformował mnie, że moje wcześniejsze źródło błędnie przetłumaczyło ofertę rządu ukraińskiego. W rzeczywistości propozycja zakłada natychmiastową amnestię, a nie więzienie. Znacznie lepiej, ale moja Wersja 2.0 pozostaje dalece bardziej kusząca.

Autor: Bryan Caplan
Źródło: betonit.blog
Tłumaczenie: Krzysztof Zuber

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Shopping Cart